Moje życie z chorobą – projekt przy współpracy z Sanprobi

Kochani przyszedł wielki moment: zaczynamy cykl postów o mnie, czyli jak wygląda moje codzienne życie z chorobą i jak funkcjonuję. Będzie też o ludziach, bez których nie byłabym gdzie jestem, o relacjach, jakie nas łączą. Razem z Sanprobi będziemy Wam pokazywać jak wzmocnić nasze jelita i jak są one ważne dla funkcjonowania naszego organizmu za co są odpowiedzialne i dlaczego warto przyjmować probiotyki.

Dlaczego teraz zdecydowałam się na ten ruch???

Uważam, że jest to idealny moment na realizację tego celu, pokazanie Wam na moim przykładzie, że pomimo choroby, która spędzała mi sen z powiek (i spędza cały czas),  nauczyłam się z nią funkcjonować.  Tak naprawdę mało kto wie, na co choruję od lat, jakie mam kontuzje, dlaczego mam twardy charakter i podejście wojskowe do problemu, co przeszłam i jakie mam podejście do życia !!! Może chcecie się dowiedzieć…

No To Jak??? Zaczynamy….

Gdy mnie widzisz, co widzisz na pierwszy rzut oka??? Osobę pozytywnie zakręconą, zawsze uśmiechniętą, piekącą słodkości, które zna cały Szczecin, piszącą bloga i prowadzącą warsztaty kulinarne oraz cukiernicze. Moi przyjaciele i najbliższe grono wiedzą o mnie jednak o wiele więcej niż z pozoru widać: nie tylko czym się zajmuję, co robię, ale także na co choruję i z czym się zmagam na co dzień od praktycznie 14 roku życia.
 
W moim życiu są dwie strony medalu. Pierwsza strona to ta, którą widzicie i obserwujecie na Facebooku i Instagramie. Tu wszystko jest poukładane, dopracowane, ja jestem uśmiechniętą dziewczyną, pełną energii i wiecznie wszędzie mnie pełno.

Druga strona medalu to ta, której nie widzicie na social mediach. To ciężka praca, wyrzeczenia, nie przespane noce, kontuzje, leczenie, pobyty w szpitalach, walka z chorobą która powoduje, że czasem nie jestem zdolna do pracy lub muszę funkcjonować z bólem, który potrafi sparaliżować na cały dzień (ale na szczęście to już rzadkość).

Wiele osób, które dowiadują się, że choruję od lat robi wielkie oczy i mówi, że nic po mnie nie widać i jak ja to robię. Jak??? Zajęło mi to dużo czasu zanim nauczyłam się z tym wszystkim żyć, funkcjonować. Teraz doceniam każdy dzień i dziękuję za wszystko co mam. Również cieszę się, że mam tyle pozytywnych osób wokół siebie, które bardzo mnie wspierają i po prostu są. Tak samo dziękuję moim rodzicom – oni, najbardziej mnie wspierali w całej tej walce, pomagali mi, znosili to wszystko. Im należą się największe brawa!!!

Od dziecka byłam chorowitym dzieckiem. Zaczęło się od 3 roku życia od zwykłych przeziębień, potem problemy z nerkami, ale ten proces zakończyliśmy szybko sukcesem i więcej nie wróciło.

Lata leciały i w wieku 14 lat stwierdzono u mnie zaburzenia hormonalne. Wtedy zaczął się horror. Wieczne badania, pobyty w szpitalu, leczenie, które raz dawało dobre skutki, a raz nie, a właściwie było coraz gorzej. W wieku 18 lat stwierdzono u mnie endometriozę, która „umilała” mi życie. Wieczne wahania nastroju, problemy z wagą i jedzeniem i tak przez kilkanaście lat, jednym słowem niekończąca się opowieść.

Kolejne pobyty w szpitalach, operacje, branie leków, nowe kuracje które tak na prawdę niby hamowały chorobę, ale nie było w ogóle poprawy. Ciągle źle się czułam wyniki cały czas się pogarszały i w pewnym momencie, byłam już zmęczona tym wszystkim. Stałe branie leków i kuracje, które nic nie dawały, a tylko pogarszały mój stan. W wieku 27 lat choroba zamiast ustępować, jeszcze bardziej się rozwinęła i stwierdzono IV stopień endometriozy. Lekarze rozkładali ręce… Twierdzili, że nic nie da się zrobić, tylko trzeba cały czas brać leki, kroplówki i powtarzać operacje.

Tak naprawdę w ciągu miesiąca funkcjonowałam może tydzień bez brania jakichkolwiek środków przeciwbólowych. Strasznie wypadły mi włosy, pojawiły się problemy z cerą i skórą. Do tego doszły jeszcze problemy z jedzeniem, co dla osoby, która kocha jeść, było wielkim problemem.

Po drugiej operacji doszły problemy z jelitami i kolejny dramat. Okazało się, po kilku miesiącach, że powstał duży zrost, a wręcz zlepek i mam zrośnięte narządy z prawej strony (macica z jajnikiem i jelitem grubym). Przez 8 miesięcy jadłam praktycznie jeden, maksymalnie dwa posiłki dzienne w pozycji pół leżącej, inaczej nie byłam w stanie zjeść niczego. Niestety przypłaciłam to drastycznym spadkiem wagi i wyglądałam jakbym miała anoreksję. To wszystko było dla mnie męką i czasem miałam wrażenie że nie wiem czy dam radę z tym wszystkim wytrzymać. Bo ile można?

W końcu powiedziałam dość i stwierdziłam, że warto szukać przyczyny choroby. Chciałam poprawić swoje życie.

Zaczęłam dużo czytać, rozmawiać z dietetykami i lekarzami. W momencie gdy pytałam moich lekarzy, że może zmienię dietę, zacznę suplementację, oczyszczanie organizmu, cokolwiek, słyszałam tylko: “Nie daj spokój, to nic nie da. Musisz brać leki, dieta nic nie pomoże, nigdy nie wyleczysz się z tej choroby, bo nie ma na nią leku”.

Moja mina i reakcja na to wszystko? Wyobraźcie sobie jak wokół mnie zaczęły – jak w bajkach – latać pioruny, ilustracje, wkurzenie !!!


Zaczęłam na własną rękę drążyć temat i prosić o dodatkowe badania, zbierałam informacje na temat endometriozy i tak trafiłam do świetnej gastroenterolog, która zapoznała się z moją historią choroby i zadała kilka trafnych pytań: Czy kiedykolwiek robiłaś oczyszczanie organizmu ziołami? Czy przyjmowałaś probiotyki? Dlaczego nie została wdrożona specjalna dieta? itd. Moje oczy były coraz większe, a mój mózg… miałam wrażenie, że zaraz wybuchnie. Nie zastanawiałam się długo i wdrożyliśmy to wszystko powoli i po kolei.

Zaczęła się rewolucja!!! Od tego momentu minęło już 9 lat, gdy zmieniłam całkowicie leczenie i moje podejście do całej tej sytuacji. Zaczęłam spotykać ludzi i lekarzy, którzy byli otwarci na połączenie leczenia z innymi metodami. I tak przeszłam na medycynę komórkową i holistyczną, dzięki której czuję się lepiej. Dalej walczę ze skutkami ubocznymi endometriozy, ale choroba złagodniała, a wręcz przystopowała. Co jakiś czas tylko mam ataki bólu, ale nie biorę żadnych leków, hormonów i środków przeciwbólowych. Nauczyłam się uśmierzać ból prostymi metodami, np. pracą z oddechem, medytacją i wyłączeniem się na ból.

Również od 9 lat nie jem mięsa sporadycznie tylko jem ryby i owoce morza. Przez zmianę żywienia moje wyniki bardzo się polepszyły i zniknęły problemy z anemią, poprawił się mój nastrój, dostałam więcej energii.

Ale… Jakby tego było mało, jestem również po kilku ciężkich kontuzjach. Mam uszkodzone łąkotki i rozwalony kręgosłup. W pewnym momencie kontuzja tak się nasiliła że groził mi paraliż, wiec trzeba było zacisnąć zęby, wziąć się w garść i wyjść z tego. Rehabilitacja zajęła mi rok.

Gdy już wszystko zaczęło się układać i wydawało się, że już nic nie zakłóci mojego życia przyszedł największy cios. Pięć lat temu przeżyłam największa tragedię osobistą. Pożegnałam mojego partnera życiowego i najlepszego przyjaciela. W tym momencie wycofałam się całkowicie z życia publicznego. Nie byłam w stanie skupić się na niczym, miałam załamanie nerwowe i depresję. Wpadłam w pracoholizm, który trwa do dzisiaj, ale dzięki niemu funkcjonuje. Pracowałam po 18 godzin dziennie, spałam 4 godziny i tak powstał mój pseudonim Celka Cyborg !!! W tym momencie pracuje od 3 lat po 12-14 godzin dziennie, tylko w święta mam o wiele więcej godzin pracy, ale staram się więcej też odpoczywać. Uczę się tego cały czas na nowo.

Gdy już wydawało się, że stanęłam na nogi, zaczęłam spełniać swoje marzenia, moja pasja zmieniła się w pracę marzeń i mogłam realizować najróżniejsze projekty, współpracując z dużymi firmami, nagle 2 lata temu zaczęłam bardzo źle się czuć. Nie wiedziałam co się dzieje. Tyłam i chudłam na zmianę, strasznie się męczyłam, spadek energii, brak apetytu. W tym momencie powiedziałam: “dobra Celka bez paniki trzeba to sprawdzić. Najlepiej by było żeby znalazł się lekarz lub lekarka, która będzie w stanie Ci pomóc, zlecić badania i nie negować twojego podejścia do naturalnego leczenia”. I bam… poznałam cudowną ciepłą osobę która jak usłyszała moje objawy powiedziała wprost: Robimy badania i rezonans!!!

Tą osobą jest dr Dorota Gródecka, z którą doszliśmy do tego co mi dolega i zaczęliśmy działać.

Okazało się, że mam adenomioze, czyli podtyp endometriozy. Do tego wyszło jeszcze, że mój prawy jajowód jest nieczynny i mam 2 ogniska w moim zroście. I co…. Po diagnozie na miesiąc zamknęłam się przed wszystkimi, myślałam co mam zrobić, ryczałam, załamałam się, że znowu czeka mnie kolejna walka. Po tym czasie doszłam do siebie, otrząsnęłam się, porozmawiałam z lekarzami, rodziną, przyjaciółmi, stwierdziłam, że przecież jestem mądrzejsza niż 15 lat temu, wiem co mam robić, znam siebie, mam wsparcie. Wróciła nadzieja, a także siła do walki.

Moja walka cały czas trwa, ale nie poddaje się. Chodzę na jogę, ćwiczę, medytuję, spełniam się w pracy i w życiu. Cieszę się każdym dniem i myślę pozytywnie. Tak naprawdę gdybym też nie dbała o siebie nie było by mnie już dawno na tym świecie. Oczywiście mam dni w których nie mam energii i nic mi się nie chce, ale zbieram się w sobie i szukam siły bo mam co robić, ciągle coś nowego mogę stworzyć i spełniać Wasze marzenia na temat słodkości, które tak doceniacie, że serducho mi rośnie coraz bardziej każdego dnia !!!

Musicie wiedzieć też, że od 9 lat współpracuje z Fundacją Zdrowia dzięki, której mogłam i mogę się edukować cały czas. Dzięki tej współpracy poznałam fantastycznych ludzi, lekarzy i dietetyków, z którymi zawsze mogę porozmawiać.  Tam także pomagam innym chorym, poprzez wsparcie, naukę i poprawę jakości życia.

Warto też pamiętać, że nie ma się czego wstydzić w mówieniu o chorobach, ale warto też skupić się na szukaniu rozwiązania i osób, które pomogą nam w tym. Ja jestem już coraz bliżej tego rozwiązania i wiem, że jeszcze trochę ta walka potrwa, ale jestem dobrej myśli, że jeszcze trochę i będzie koniec !!!

Bardzo ważna informacja dla Was: to co będzie zawarte w całym projekcie nie będzie poradą medyczną tylko informacją dla Was, co mi pomogło, co ja stosuję i od Was będzie zależało czy wykorzystacie to dla siebie czy nie. Chcę, abyście dzielili się również swoimi doświadczeniami. Piszcie

w komentarzach pod postem czy w prywatnych wiadomościach, będzie mi bardzo miło.

Uwaga!!! Jeżeli będą pojawiać się agresywne komentarze wręcz obrażające rozmówców i zawierające nieprawdziwe informacje,  będę usuwać, więc proszę się wówczas nie dziwić.